Prawica Rzeczypospolitej
Prawica Rzeczypospolitej na Facebook
Prawica Rzeczypospolitej na YouTube
ECPM
Europejski Chrześcijański Ruch Polityczny

Wsparcie

Newsletter Prawicy
Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach na stronie i działalności Prawicy.
» Zamawiam
Struktury lokalne
Do pobrania
Logo Prawicy Rzeczypospolitej.
Logo Prawicy Rzeczypospolitej
Szukaj
Aktualności
06-08-2018
Nasz Dziennik - Elektorat bez reprezentacji

Nowa ordynacja wyborcza do eurowyborów pozbawi znaczną część społeczeństwa swoich reprezentantów w Parlamencie Europejskim – alarmuje Prawica Rzeczypospolitej.

– To nic innego jak budowanie oligarchii partyjnej w Polsce – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Krzysztof Kawęcki, politolog i prezes Prawicy Rzeczypospolitej. – Dotychczasowa ordynacja wyborcza miała wiele wad, była niezrozumiała dla większości społeczeństwa. Dawała jednak szansę na to, że wśród europosłów znajdą się osoby z mniejszych ugrupowań. Teraz po zmianach swoich deputowanych wprowadzą tylko dwa bloki: Prawa i Sprawiedliwości oraz skupiony wokół Platformy Obywatelskiej – podkreśla dr Kawęcki.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego Polska jest podzielona na 13 okręgów wyborczych odpowiadających obszarowi jednego województwa lub większej liczby województw albo też części województwa. Na mocy przyjętej przez Sejm i Senat nowelizacji każdy z okręgów będzie miał przypisaną konkretną liczbę mandatów. Ile ich będzie, uzależnione jest od tego, ilu europosłów będzie przypadać na Polskę. Niezmienna będzie jedynie liczba minimalna – 3 mandaty na okręg. – Nowy sposób wyborów został poddany symulacjom. Według nich, żeby ugrupowanie otrzymało mandat, musi uzyskać nawet 20 proc. poparcia. I to jest haczyk nowych przepisów. Mniejsze ugrupowania – narodowe i katolickie – będą musiały się wiele natrudzić, żeby osiągnąć taki rezultat. A co jeśli im się to nie uda i zdobędą 10 lub 15 proc.? Wszystko bierze wygrany, a więc PiS i PO, dla których wynik 20 proc. jest osiągalny – podnosi dr Kawęcki.

Wysoki próg

Na ten problem zwróciło uwagę także Biuro Legislacyjne Senatu, które opiniowało ustawę. Według ekspertów Senatu, wprowadzony „podział na okręgi wyborcze, spowoduje, że Polska będzie jedynym w Unii krajem, w którym efektywny próg wyborczy przekracza, i to ponad 3-krotnie, unijne maksimum 5 proc.”. Biuro precyzuje, że efektywny próg wyborczy wyniesie aż 16,5 proc. – Będziemy mieć najgorszą ordynację w całej Unii Europejskiej – zwraca uwagę prezes Prawicy Rzeczypospolitej.

Dlatego też PR apeluje do Andrzeja Dudy o zawetowanie nowych przepisów. A co w przypadku, gdy prezydent podpisze się pod nową ordynacją? – Na razie nie myślimy o bojkocie wyborów. Możliwe, że będziemy zmuszeni do budowy dużego bloku ugrupowań katolickich i narodowych, ale jak trudne jest to zadanie, wszyscy zdajemy sobie sprawę. Liczymy jednak na to, że prezydent uszanuje tych obywateli, którzy popierają mniejsze ugrupowania, i nie pozbawi ich szansy na posiadanie własnych reprezentantów w Parlamencie Europejskim – podkreśla dr Krzysztof Kawęcki.

Politolog dr Łukasz Święcicki, ekspert Fundacji Societas et Ius, podkreśla, że wybory do Parlamentu Europejskiego będą dla PiS próbą generalną przed wyborami do Sejmu i Senatu. Dlatego też PiS chce podczas nich osiągnąć bardzo dobry wynik (kosztem mniejszych ugrupowań). – Wybory do PE w 2019 r. mają znaczenie strategiczne dla PiS jako ostatni sprawdzian przed wyborami parlamentarnymi. Partii Jarosława Kaczyńskiego chodzi o utrzymanie wizerunku ugrupowania, które realizuje zapowiadany program, a więc słucha Polaków, a wybory mają tylko potwierdzić, że Polacy po czterech latach rządów dalej darzą PiS zaufaniem.

Zmiany w ordynacji wyborczej mają dopomóc takiemu scenariuszowi poprzez zniechęcenie wyborców do głosowania na inne partie niż PiS i PO – podkreśla dr Święcicki. Jak wyjaśnia, owo „zniechęcanie” jest o tyle prostsze, że znaczna część wyborców głosuje tylko na te ugrupowania, które mają duże szanse na zdobycie mandatu. – Część wyborców myśli „ekonomicznie”, głosując, nie chce, by ich głos się „zmarnował”, jeśli oddadzą go na komitet wyborczy, który być może nie przekroczy progu wyborczego – wyjaśnia politolog.

– Całkiem prawdopodobne jest, że i tak niska frekwencja w wyborach do PE będzie trochę niższa. Wyborcy niegłosujący na PO – PiS i świadomi, że znaczenie ich głosu będzie symboliczne, po prostu zostaną w domu. Na wybory pójdzie za to licznie tzw. żelazny elektorat obu partii – dodaje.

Źródło: Nasz Dziennik.



Copyright © Prawica Rzeczypospolitej

[ wykonanie ]