Prawica Rzeczypospolitej
Prawica Rzeczypospolitej na Facebook
Prawica Rzeczypospolitej na YouTube
ECPM
Europejski Chrześcijański Ruch Polityczny

Wsparcie

Newsletter Prawicy
Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach na stronie i działalności Prawicy.
» Zamawiam
Struktury lokalne
Do pobrania
Logo Prawicy Rzeczypospolitej.
Logo Prawicy Rzeczypospolitej
Szukaj
Aktualności
28-11-2018
Gość Niedzielny - Jurek: Nadciąga antyfaszyzm

W języku stalinowskim „faszyzm” to konsekwentny opór wobec komunizmu.

Parlament Europejski przyjął rezolucję przeciwko faszyzmowi. Europejska lewica ogłosiła, że „w Unii Europejskiej” istnieje „zmowa przywódców politycznych, partii politycznych i organów ścigania z neofaszystami i neonazistami”. Dzięki temu neofaszyści „używają i nadużywają naszych demokratycznych narzędzi”. Tymczasem „prawo do wolności słowa nie ma charakteru absolutnego”, należy więc niezwłocznie podjąć kolejne środki „w celu zapobiegania” (i tu następuje uskok logiczny) „mowie nienawiści”.

Ta podjęta z inicjatywy skrajnej lewicy deklaracja to ciekawe źródło wiedzy, jednak nie o Europie, ale o jej autorach i stanie polityki europejskiej. Jej pierwotny tekst został przez radykalnie lewicowych pomysłodawców uskrajniony poprawkami, które przegłosowali z poparciem socjalistów, jednak wbrew liberalnej centroprawicy. W ostatecznym głosowaniu jednak i ta poparła posłusznie tezy, którym (jak wynikało ze wstępnych głosowań) była w znacznym stopniu przeciwna. Wspólny front przeciw „nacjonalizmowi i populizmowi” ma jednak swoje wymagania i europejska klasa rządząca jest mu posłuszna.

Żeby dobrze zrozumieć sens tego wydarzenia, warto przypomnieć, czym był komunistyczny „antyfaszyzm”. Jego pierwotna formuła z lat 20. XX w. polegała na imputowaniu „faszyzmu” wszystkim przeciwnikom komunizmu. Faszyzm był epitetem i jednocześnie politycznym tłem ataków nie tyle na rząd Mussoliniego, ile na demokratyczną lewicę i innych antykomunistów. To wtedy powstało pojęcie „socjalfaszyzmu”. W języku polskich komunistów oznaczało Polską Partię Socjalistyczną. Faszystami byli tu wszyscy, którzy przeciwstawiali się komunistom.

W latach 30. XX w. pojęcie to nabrało nowego sensu. Przeciwnikiem faszyzmu był tylko ten, kto zgadzał się uczestniczyć w sterowanych przez komunistów Frontach Ludowych. Komuniści chwilowo przestali oskarżać wszystkich przeciwników o „faszyzm”, teraz antykomunistów oskarżali o przychylność dla faszyzmu. Ten „antyfaszyzm” (jak celnie zauważa François Furet) służył jeszcze jednemu: miał przysłaniać masowe zbrodnie popełniane w latach 30. XX w. w Związku Sowieckim.

I wreszcie komunistyczny „antyfaszyzm” trzeciej generacji z lat 40. XX w., z okresu instalacji kolaboracyjnych rządów komunistycznych w Europie Środkowej. Tutaj „faszyzm” zaczął oznaczać zbrojny opór wobec ZSRS i komunistycznej przemocy. Dla wzmocnienia efektu w Polsce obrońców niepodległości oskarżano nie tylko o „sympatie do faszyzmu”, ale wprost o współpracę z hitlerowskimi Niemcami. Matrycą tej kryminalnej kampanii był moskiewski proces szesnastu, gdzie o współpracę z nazistami oskarżono przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, którzy przez lata okupacji kierowali walką z Niemcami.

Obecna rezolucja wprost nawiązuje do tamtych wzorów. Warto zwrócić uwagę na to, czego lewicowa większość nie chciała w niej umieścić. Odrzucono wniosek przestrzegający przed „umniejszaniem zbrodni nazistowskich lub komunistycznych”. Nie zgodzono się na wpisanie do rezolucji przestrogi „przed zrównywaniem patriotyzmu ze skrajnym nacjonalizmem”. Odrzucono też w tekście uwagę wprost przypominającą, że „termin »faszyzm« jest zbyt często stosowany do dyskredytowania demokratycznej opozycji politycznej i uzasadniania niedopuszczalnych aktów przemocy”.

Ten „antyfaszyzm” ma całkiem konkretne cele polityczne, również wobec Polski. Rezolucja – dosłownie w przeddzień, bo na ostatnim posiedzeniu przed jubileuszem 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez nasz kraj – piętnuje zorganizowaną w ubiegłym roku „w Warszawie z okazji dnia niepodległości Polski wielką demonstrację, w której uczestniczyło ponad 60 tys. osób, [na której] demonstranci nieśli bandery z ksenofobicznymi hasłami”. Piętnuje też „niektóre państwa członkowskie”, gdzie publiczna telewizja uprawia „propagandę jednej partii (...), a nawet podżega do przemocy”. Wszystko to pokazuje mechanikę tej propagandy, której trybuną europejska lewica uczyniła Parlament. Nie jestem amatorem polityki informacyjnej prezesa Kurskiego. Za żenujące uważam przedstawianie go jako gwaranta politycznego pluralizmu. Jednak absurdem jest sugestia, że telewizja w Polsce czy na Węgrzech „nawołuje do przemocy”! Takie twierdzenia kompromitują ich autorów i w sposób jaskrawy odsłaniają podobieństwo ich praktyk do „antyfaszyzmu” stalinowskiej propagandy. Rzecz jest poważna – odczłowieczenie wroga jest zawsze wstępem do przemocy – fizycznej, gdy stawia opór, moralnej, gdy już nie będzie w stanie się bronić.

Źródło: Gość Niedzielny.



Copyright © Prawica Rzeczypospolitej

[ wykonanie ]