Publikacje

11.05.2014 | autor: Marian Piłka

Marian Piłka: Geopolityka narodowego rozwoju

Obserwujemy nasilenie w internecie i czasami w mediach komentarzy o charakterze z odwołaniem się do argumentacji geopolitycznej. W różnych publicystycznych wystąpieniach, głównie w internecie, publicyści starają się uzasadnić rację niemieckiej orientacji polskiej polityki. Nie mam tu na myśli tylko osławionego berlińskiego przemówienia Radosława Sikorskiego i deklaracji nad koniecznością likwidacji waluty narodowej, ale dyskusje, na ile polski interes narodowy jest związany z interesami niemieckimi. Fakt, że jesteśmy w jednym sojuszu wojskowym, czy w Unii Europejskiej, jeszcze nie jest dostatecznym dowodem na konieczność wiązania sprawy polskiej z interesami niemieckiej polityki. W tym samym sojuszu i w tej samej Unii jest także Wlk. Brytania, czy Włochy, które na początku lat 90-tych wykazywały duże zainteresowanie Europą Środkowo-Wschodnią, ale nikt nie próbuje nawet postulować orientacji angielskiej, czy włoskiej. Także nie ma pomysłów na budowanie orientacji profrancuskiej, pomimo ambicji Paryża wpływania także na politykę naszej części Europy.Orientacja niemiecka nie jest tylko efektem dominacji Niemiec w naszym handlu zagranicznym i niemieckich inwestycji, nie tylko ekonomicznych, ale i medialnych, a także politycznych w naszym kraju. Choć te ostatnie mają z pewnością istotny wpływ na kształtowanie się także pozapolitycznych uwarunkowań tej orientacji .Główny tok argumentacji na rzecz związania polskiej polityki z interesami Berlina, wskazuje na imperialne interesy Moskwy w naszej części kontynentu. To nie tylko powrót do klasycznej geopolityki formułowanej na początku ubiegłego wieku przez Dmowskiego. Jego sposób myślenia geopolitycznego i polityczne wybory były akurat przeciwne receptom dziś formułowanym, ale sam dylemat polityki polskiej pomiędzy Niemcami, a Rosją pozornie wydaje się ten sam.Zasadniczą myślą dziś formułowanej geopolityki, przez publicystów i rządowych propagandzistów, jest przekonanie, że Niemcy są dominującą siłą,która może nas zabezpieczyć przed możliwą ekspansją Rosji. A zatem interesem Polski jest umacnianie tej ewolucji Unii Europejskiej, którą wyznacza Berlin i która buduje niemiecka hegemonia w Europie. Orientacja niemiecka jawi się więc jako antydotum na rosyjskie lęki i wzrost pozycji Rosji w polityce światowej, a zwłaszcza europejskiej.







Otóż ta popularna 'geopolityka' nie opiera się na racjonalnych podstawach, a jej cel wydaje się czysto utylitarny - uzasadnienie bieżącej polityki rządu, a nie zrozumienie obecnych i przyszłych uwarunkowań polskiej polityki. Bo geopolityka jest przede wszystkim próbą zrozumienia realnych uwarunkowań polityki państwa, jego położenia, siły i dynamiki zmian w czasie. Natomiast popularna wersja 'geopolityki' odwołuje się do formuł historycznych, przeformowanych przez traumę doświadczeń komunistycznego zniewolenia. Wybór 'albo z Berlinem, albo z Moskwą' jest dylematem nieprawdziwym. Bo dzisiejszy świat różni się w sposób istotny zarówno od tego z początków XX wieku, jak i tego z okresu międzywojennego. I dlatego odpowiedzią na współczesne dylematy, nie może być także recepta Studnickiego. Jest ona równie anachroniczna, jak formuły Dmowskiego przeniesione w dzisiejszą rzeczywistość.







Geopolityka jest wiedzą dynamiczną, zmieniającą się w czasie wraz ze zmianą wielorakich uwarunkowań tworzących rzeczywistość. Niezmienność położenia geograficznego nie jest tożsama z niezmiennością potencjałów i celów politycznych państw. Dziś żyjemy w zglobalizowanym świecie, który naszej polityki i naszego bezpieczeństwa nie ogranicza tylko wybór pomiędzy Niemcami a Rosją. A same te państwa także znajdują się w bardziej skomplikowanym otoczeniu zewnętrznym, warunkującym ich politykę.Jest to świat bardziej skomplikowany i bardziej współzależny od siebie i od poszczególnych aktorów na międzynarodowej scenie.







Niewątpliwie zasadniczym wymiarem naszego bezpieczeństwa jest Unia Europejska i NATO. Unia posiada nie tylko wymiar ekonomiczny i polityczny. Ale posiada pomimo, braku efektywnej polityki bezpieczeństwa i polityki obronnej, ważny walor również w tej dziedzinie. Tworzy bowiem szczególną strefę bezpieczeństwa, gwarantującą zarówno swoim członkom, jak też ważnym dla Unii strefom geograficznym, bezpieczeństwo narodowe i pokój. W obecnej rzeczywistości Unia, poprzez sam fakt swego istnienia, wnosi istotny element stabilizacji międzynarodowej. Ten element stabilizacji jest wzmocniony poprzez fakt uczestnictwa większości państw członkowskich w systemie NATO. I choć NATO, po upadku komunizmu, przeżywa kryzys tożsamości, to jest nadal istotnym elementem wiążącym Unię ze Stanami Zjednoczonymi.Ten związek, a zwłaszcza amerykańska obecność w Europie jest podstawowym gwarantem pokoju i bezpieczeństwa państw europejskich. Natomiast wyjście Amerykanów z Europy poważnie osłabiłoby wiarygodność europejskiego bezpieczeństwa, zwłaszcza na wschodnich peryferiach Unii. Dlatego polityka bezpieczeństwa narodowego Polski musi być nakierowana na kooperację ze Stanami Zjednoczonymi i na utrzymanie ich obecności na naszym kontynencie. Zagrożeniem dla tej polityki, są koncepcje przekształcenia samej Unii w mocarstwo militarne. Koncepcje budowy europejskiej "tożsamości obronnej', czy też wynikające z niej koncepcje stworzenia armii europejskiej są zagrożeniem dla relacji transatlantyckich i dla amerykańskiej obecności na naszym kontynencie.Pokusa opuszczenia przez Amerykanów Europy, występuje zarówno w Stanach, gdzie motywowana jest chęcią obniżenia kosztów utrzymywania światowego pokoju, jak i w samej Unii. Promotorami przekształcenia Unii w militarne mocarstwo byli zwłaszcza Chirac i Shroeder .Ich celem było przeformułowanie porządku międzynarodowego na wielobiegunowy, osłabiając tym samym pozycję Washingtonu w Europie. Dlatego współpraca z Rosją nabierała strategicznego wymiaru. I choć po ich odejściu koncepcja ta nie jest specjalnie forsowana, to jednak jest stałym elementem w unijnym pejzażu reform strukturalnych. Wpisuje się ona bowiem bardzo silnie w niemieckie i francuskie aspiracje przekształcenia świata jednobiegunowego w świat wielobiegunowy, w którym Unia będzie równoważnym partnerem dla Washingtonu i innych nowych potęg odbierających Amerykanom ich dominujący status.Ta zmiana charakteru polityki światowej jest procesem stałym i nieuniknionym, ale nie oznacza to konieczności osłabienia stosunków transatlantyckich, bo zagrożenie dla pozycji Washingtonu, jest także , w długiej perspektywie czasowej,zagrożeniem dla samej Unii, a zwłaszcza dla jej wschodnich peryferii. A to oznacza, że polityka osłabiania więzi transatlantyckich, choć motywowana niemiecko-francuską megalomanią i wiarą w europejskie możliwości, jest krótkowzroczna i szkodliwa. Utrzymanie amerykańskiej obecności, skutecznie powstrzymującej rosyjskie aspiracje w naszej części Europy, wpływa także na kształt integracji europejskiej. Zgoda na traktat lizboński był także zgodą na stopniowe rezygnowanie z naszej podmiotowości w zakresie polityki wschodniej Unii i przenoszenie odpowiedzialności za jej definiowanie na dominujące mocarstwo.







Nie ulega wątpliwości, ze Niemcy dążą do dominacji w Unii Europejskiej. Jest to polityka, mająca swe uzasadnienie nie tylko w historii, czy potencjale ekonomicznym tego państwa, ale także w postępującym upadku naszego kontynentu. Jest to polityka długofalowa, która z uwzględnieniem uwarunkowań, stopniowo realizuje cząstkowe cele przebudowania Unii wedle niemieckiej recepty. Wprowadzenie euro dało silny impuls eksportowy niemieckiej gospodarce i doprowadziło do ogromnego wzrostu niemieckich aktywów w Europie. Traktat lizboński stworzył formalno-prawne podstawy politycznej dominacji.Kryzys strefy euro jest bodźcem do uzależnienia polityki budżetowej euro-landu od decyzji Berlina. Krok dalej idzie pakt fiskalny podporządkowując Berlinowi całą politykę gospodarczą. Polityka ta za parawanem Unii buduje hegemoniczną pozycje Niemiec przekształcając jej peryferie w quasi-kolonie. Podobną polityczną konsekwencją wykazywali się wcześniej Hohenzollernowie w budowie państwa pruskiego. Natomiast współpraca, nie tylko polityczna, ale i energetyczna, a także militarna z Rosja zwiastuje, ze plany Chiraca i Shroedera przeformułowania porządku światowego w kooperacji z Rosją nie zostały odrzucone, choć obecnie realizowane są głównie przy pomocy ekonomicznych instrumentów.







Próba przebudowy porządku międzynarodowego ma miejsce w sytuacji postępującego upadku roli Europy w świecie. W 2050 roku ludność Europy będzie stanowić tylko 5% światowej populacji, a udział gospodarki europejskiej w gospodarce światowej spadnie z poziomu 19% obecnie do 7%. Pomimo tych procesów obejmujących także Niemcy, ich rola w samej Unii i w polityce światowej wzrasta.Wynika to z narastającego kryzysu innych państw , zwłaszcza strefy euro, ich spadku znaczenia w światowej ekonomi, demografii i polityce i ich ekonomicznego oraz politycznego podporządkowania dyktatowi niemieckiemu. Niemcy są coraz bardziej postrzegane, ze swą sprawną gospodarką, jako remedium na postępujący upadek Europy.Niemiecki porządek jawi się coraz bardziej jako jedyna skuteczna odpowiedz na obecny kryzys europejski.W ten sposób Niemcy, chociaż ich narodowy potencjał ulega także zmniejszeniu w skali światowej, to przejmując faktyczne przywództwo europejskie, wzmacniają swoją pozycję polityczną potencjałem całej Unii. "Federalizacja' nie jest jedynym możliwym modelem dla Unii. Tym bardziej, że jest to model centralistyczny i stopniowo ograniczający podmiotowość państw członkowskich.W tym modelu, Polska będzie tracić możliwość samodzielnego kształtowania nie tylko polityki zagranicznej, ale i wewnętrznej, a zwłaszcza gospodarczej. Jest to bowiem model skazujący nas na trwałą peryferyjność w polityce europejskiej.Zwolennicy związania polskiej polityki z polityką Berlina argumentują, że nasz kraj związałby się na trwale z polityką państwa, najbardziej innowacyjnego i ekonomicznie najbardziej dynamicznego na naszym kontynencie, czerpiąc także ekonomiczne i polityczne profity z racji uprzywilejowanych kontaktów z tym mocarstwem. Otóż polityka "przyjaciela cesarza' może być w pewnych sytuacjach polityką optymalną. Ale nic nie wskazuje, że taka polityka obecnie jest dla Polski korzystna. Jest to bowiem dobrowolne zaakceptowanie roli niemieckiego klienta.Przewidywane korzyści z pełnienia tej roli w postaci niemieckich inwestycji gospodarczych są możliwe także i bez tej roli. A co więcej podporządkowanie się wymogom paktu fiskalnego może doprowadzić do utraty tych inwestycji spowodowanych wzrostem podatków i kosztów pracy.Rola klienta, poza pozytywnymi ocenami niemieckich publicystów i polityków, na które tak łasi są niektórzy polscy politycy, nie daje nam w zasadzie nic. Jest w najlepszym razie wyrazem naiwnego geopolitycznego złudzenia. Bo patron wtedy realizuje interesy klienta, jeżeli to leży w jego interesie. W przeciwnym razie, interesy te są poświęcane na ołtarzu własnych celów politycznych. Jak pokazuje polityka energetyczna, polityka klimatyczna, kwestia stosunków Niemiec z Rosją, kwestia polityki bezpieczeństwa narodowego i stosunków transatlantyckich, polityka przekształcania Unii w 'sfederowane' mocarstwo, te interesy są sprzeczne z żywotnymi interesami Polski i degradują naszą pozycję w polityce międzynarodowej. Dziś nawet sięga się do polskich rezerw walutowych dla ratowania niemieckich i francuskich banków.Koncepcja niemieckiego klienta to także narażenie naszego państwa na destabilizację bezpieczeństwa narodowego.W interesie Polski leży wypracowanie i forsowanie alternatywnej, wobec niemiecko-francuskiej koncepcji Unii Europejskiej. Tu nie chodzi o prowadzenie konfrontacyjnej, polityki, ale o prowadzenie spokojnej, ale stanowczej obrony własnych interesów.Taka alternatywa kryje się w koncepcji Unii, jako wspólnego rynku i takiej integracji politycznej, która dostosowuje współpracę instytucjonalną do wspólnych interesów i wartości wedle formuły Marka Jurka, a nie odwrotnie.Taki model Unii wzmacniać będzie naszą pozycję i co więcej, przynajmniej będzie osłabiał niebezpieczne dla nas dążenia centralizacji Unii i prze-formatowania jej polityki w oparciu o antyamerykański paradygmat. Nie euro, ani polityka klienta zapewni nam uczestnictwo w pierwszej "prędkości", ale wysokie tempo wzrostu gospodarczego. Zachowanie własnej waluty , prowadzenie suwerennej polityki gospodarczej i podmiotowość w polityce europejskiej, jest warunkiem koniecznym, który zapobiegnie osłabieniu konkurencyjności naszej gospodarki i pozwoli na systematyczne wzmacnianie naszego potencjału gospodarczego, a tym samym wzmocni nasz wpływ na politykę całej Unii. Orientacja niemiecka w polskiej polityce nie tylko nie ma racjonalnych podstaw, ale jest zagrożeniem dla naszej pozycji w Europie.







Czy zatem rosyjskie zagrożenie nie jest realnym uzasadnieniem niemieckiej orientacji? Nie ulega wątpliwości, że dla Rosjan upadek Związku Sowieckiego, był wielka traumą, która do tej pory nie została przezwyciężona w świadomości nie tylko przeciętnych Rosjan, ale przede wszystkim ich politycznych elit. Rosja próbuje odbudować swoją mocarstwowa pozycję, choć nie ma szans na militarną konkurencje ze Stanami Zjednoczonymi, a w przyszłości także z Chinami.Jej polityka koncentruje się na reintegracji postsowieckiego terytorium i energetycznym uzależnieniu Europy. W tej perspektywie, po reintegracji obszaru postsowieckiego, następnym politycznym celem będzie podporządkowanie państw postkomunistycznych. Dlatego dla bezpieczeństwa Polski obecność USA w Europie i niepodległość byłych republik sowieckich ma fundamentalne znaczenie. Perspektywa ich integracji europejskiej ma przede charakter umocnienia bezpieczeństwa i pokoju na naszym kontynencie, ma na celu rozszerzenie tej strefy pokoju i stabilności, jaką dziś tworzy Unia Europejska. Rosyjskie zaś cele, są potencjalnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa i europejskiego pokoju. Jakie działania należy podejmować, aby to zagrożenie wyeliminować, a przynajmniej minimalizować? Integracja europejska republik postsowieckich jest niewątpliwie takim celem, który wchodzi w jawny konflikt z rosyjskimi planami reintegracji postsowieckiego terytorium.Integracja europejska tych państw radykalnie obniżyłaby potencjalne niebezpieczeństwo destabilizacji naszego bezpieczeństwa ze strony Rosji. Niemiecka zgoda na integrację europejska państw postsowieckich, zwłaszcza Ukrainy, jest możliwa tylko w sytuacji, gdy polskie argumenty będą dostatecznie "przekonywujące", to znaczy, że utrata korzyści Niemiec ze współpracy z Polska musi być większa, niż korzyści ze współpracy strategicznej z Moskwą. Oznacza to postulat dynamicznego budowania własnego potencjału narodowego i zachowania możliwie wszystkich instrumentów niezależnej polityki. Nie formuła klienta, a formuła wymagającego i trudnego partnera będzie bardziej skuteczna w realizowaniu naszej europejskiej polityki.







Ale zasadniczy problem leży w rosyjskich możliwościach.Otóż wedle obecnych ekonomicznych prognoz, Rosja w 2050 roku stanie się czwartym mocarstwem ekonomicznym świata, awansując z obecnego dziewiątego miejsca. W pierwszej dziesiątce zabraknie miejsca dla Niemiec, Francji, Wik. Brytanii, nie mówiąc już o Włoszech. Te przewidywania wynikają z obecnych trendów rozwojowych dla grupy BRIC, czyli najbardziej dynamicznie rozwijających się państw świata. Prognoza dla Rosji jest ekstrapolacją wzrostu ostatnich dziesięciu lat i jest obarczona bardzo dużą niepewnością. Obecny dynamiczny wzrost gospodarki, zawdzięcza bowiem wysokim cenom surowców. Ich spadek może w istotny sposób osłabić możliwości rozwojowe tego państwa. Jest to gospodarka w znacznej mierze jednowymiarowa.Obecnie rozpoznane zasoby ropy wystarcza na 30 lat, a zasoby gazu na 180.I choć nie należy spodziewać się w nadchodzących dekadach spadku zapotrzebowania na surowce energetyczne, to jest wysoce prawdopodobne pojawienie się źródeł alternatywnych, które doprowadzą do długookresowego spadku cen surowców energetycznych. Jednak nawet obecny wysoki wzrost gospodarczy nie jest w stanie zapewnić utrzymania porównywalnego z USA potencjału militarnego, a wzrost wydatków wojskowych, może spowodować podobny skutek, jak wyścig zbrojeń w latach 80-tych. Znacznie większe zagrożenie dla przyszłości Rosji leży jednak w kryzysie demograficznym, nieuwzględnianym przez tych prognostów ekonomicznych, którzy przewidują awans gospodarczy tego państwa. Ludność Rosji systematycznie spada. Według różnych prognoz w 2050 roku może liczyć około 120 miln. a nawet, według niektórych prognoz, tylko 104 miln. Obecnie 80% ludności tego państwa to Rosjanie, ale ich udział w populacji spada na rzecz ludności muzułmańskiej. I choć do roku 2050, ludność ta nadal będzie mniejszością, to zachwieje ona strukturą narodowościową tego państwa. Zapaść demograficzna, powoduje nie tylko wyludnianie się rosyjskiej prowincji, zwłaszcza Syberii i Dalekiego Wschodu, ale będzie bardzo istotną barierą wzrostu gospodarczego. To zapaść demograficzna, czyni optymistyczne prognozy dotyczące potencjału ekonomicznego zupełnie niewiarygodnymi.Kryzys demograficzny tworzy także zagrożenie dla integralności państwa, nie tylko ze względu na wzrost populacji muzułmańskiej, ale i ze względu na chińską kolonizację. Rosja będzie coraz bardziej uwikłana w kwestie polityki dalekowschodniej i polityki w stosunku do państw muzułmańskich. Mało prawdopodobne jest przezwyciężenie zapaści demograficznej.Będzie ona powodowała coraz większe problemy wewnętrzne, ograniczające możliwości tego państwa prowadzenia ekspansywnej, mocarstwowej polityki. Nie znaczy, to, że tak zwana "bliska zagranica' nie będzie pod stałą rosyjska presją. Będzie to jednak swoisty "imperializm słabości",którego możliwy sukces może być spowodowany przede wszystkim słabością wewnętrzną państw postsowieckich. Próba zdominowania tych państw jest w swej istocie próbą wygrania wyścigu z czasem. Jest próbą uzyskania nowych zasobów do prowadzenia mocarstwowej polityki w sytuacji wyczerpywania się własnych zasobów ludzkich. Ale, jeżeli nie powiedzie się polityka zdominowania "bliskiej zagranicy', wówczas jest możliwy wariant mentalnej akceptacji rozpadu Związku Sowieckiego i akceptacji integracji europejskiej państw postsowieckich. Wymaga to jednak zdecydowanej polityki Unii powstrzymywania rosyjskich aspiracji. To nie Niemcy, a amerykańska obecność jest głównym gwarantem realizacji tego optymistycznego dla Polski scenariusza. Dopiero w takiej sytuacji możliwa byłaby trwała rezygnacja Rosji z polityki ekspansji. Dziś jednak jest to perspektywa odległa i bardzo niepewna.Pomimo ekonomicznych prognoz, bardziej prawdopodobny jest postępujący upadek Rosji, jej dezintegracja i "powrót Jermaka',czyli depopulacja dalekiego Wschodu, niż utrzymanie w długiej perspektywie czasowej mocarstwowej pozycji tego państwa.







Rzeczywistość geopolityczną Polski wyznacza więc proces relatywnego wzrostu pozycji Niemiec i degradacji gospodarczej, demograficznej i politycznej w polityce światowej, zarówno całej Unii Europejskiej, jak i Rosji w perspektywie najbliższych 40-50 lat.To jest perspektywa czasowa dla wyznaczania narodowej strategii i polityki polityki polskiej.Relatywny wzrost znaczenia Niemiec, które prowadzą zdecydowanie narodową politykę, w przeciwieństwie do większości państw unijnych, jak też marginalizacja pozostałej części Europy i Rosji najprawdopodobniej zaowocuje istotnymi zmianami na tym terytorium.Starzenie się Europy doprowadzi do jej stopniowej degradacji ekonomicznej. A muzułmańska imigracja, doprowadzi do daleko idącej kulturowej konwersji. Obecnie nie widać, żadnych skutecznych działań, które byłyby w stanie zapobiec islamizacji Europy.Demograficzny i kulturowy spór o tożsamość Europy, jeszcze bardziej osłabi znaczenie naszego kontynentu w rozwoju współczesnego świata. Także rola Niemiec w polityce światowej, pomimo politycznej dominacji w Unii będzie ulegała degradacji, ale przy zachowaniu swojej przewagi wobec europejskich "kolonii'. Proces ten doprowadzi także do istotnego przemieszczenia się zasadniczych ośrodków światowej siły. Europa definitywnie utraci swój uprzywilejowany status w światowej ekonomi i polityce. Stanie się kontynentem marginalnym rozgrywanym przez pozaeuropejskie ośrodki siły. Na jej obrzeżach i jej kosztem wyrosną nowe ośrodki siły. Dziś takim niewątpliwym pretendentem staje się Turcja, dla której perspektywa europejskiej integracji utraciła już swój sens i urok.







Czy Polska podzieli los opadającej i dekadenckiej Północy? Dziś jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Jesteśmy narodem przeżywającym znacznie głębsze załamanie demograficzne, niż większość krajów europejskich.A demografia doprowadzi także do katastrofy ekonomicznej. Jesteśmy od Zachodniej Europy znacznie biedniejsi, a zatem narodowego bogactwa, w warunkach upadającej gospodarki starczy także na krócej. Nasza relatywna bieda ma tylko jeden atut: jesteśmy znacznie mniej atrakcyjni dla muzułmańskiej imigracji. Jesteśmy narodem, przeżywającym głęboki kryzys własnej tożsamości i patriotyzmu, narodem,który bardziej pozoruje niż prowadzi narodową politykę. Jesteśmy narodem zbyt dużym, by prowadzić politykę małego państwa i zbyt małym , aby posiadać zasoby na prowadzenie polityki dużego państwa . Ale przyjmując politykę "lizbońską", rezygnacji z polityki "dużego państwa', degradujemy się do roli małego państwa.Rezygnacja z polityki "wielkiego narodu" jest w rzeczywistości polityką jego zdezintegrowania, rozbijania narodu na partyjne "plemiona", dla których partyjny interes jest podstawową treścią uprawianej polityki, nadrzędnej wobec narodowych wyzwań. Czy w takiej sytuacji jesteśmy więc skazani na nieunikniona narodową katastrofę?.







Geopolityka nie jest nauką deterministyczną. Wskazuje ona na różnorakie determinanty, ale one kształtują, a nie determinują rozwoju sytuacji. Geopolityka jest bowiem nauka humanistyczną, to znaczy, że odwołuje się do wolnej woli człowieka, jako ostatniej determinanty narodowego rozwoju. To znaczy, że pomimo różnych, nawet niekorzystnych warunków, każdy naród ostatecznie sam decyduje o swoim rozwoju.Jest to kwestia jego rozpoznania własnej sytuacji, zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej i woli wyboru własnej drogi postępowania.Naszą kondycję wyznaczają dwa zasadnicze warunki:postępujący upadek państw Europy i Rosji wraz z europejskimi państwami postsowieckimi i kryzys tożsamości naszego narodu wyrażający się zarówno w zapaści demograficznej, jaki zaniku potrzeby prowadzenia narodowej polityki.







Pierwszy warunek może być zarówno zagrożeniem dla naszego narodu, jak i jego szansą. Zagrożeniem jest wówczas, gdy nasz naród uczestniczy w procesach upadku całej Północy, gdy podziela zachowania i "wartości" charakterystyczne dla reszty krajów własnego geograficznego otoczenia, degradujące jego pozycje we współczesnym świecie. Takimi zjawiskami jest, laicyzacja współczesnej kultury, kryzys patriotyzmu i tożsamości narodowej, kryzys rodziny i zanik narodowej polityki gospodarczej i zagranicznej.Ale upadające imperia tworzą także warunki dla rozwoju nowych ośrodków siły, dla dynamicznych i przedsiębiorczych narodów dla których kryzys ich sąsiadów jest szansą dla zbudowania własnej pozycji we współczesnym świecie.Tak na obrzeżach opadającej Ordy Tatarskiej wyrosła Rosja, a na obrzeżach upadającej Rzeczpospolitej i jej kosztem ukształtowały się Prusy. Wytwarzanie się nowych ośrodków siły na peryferiach upadających imperiów, czy mocarstw,jest geopolityczną prawidłowością. Dziś do takiej roli aspiruje przede wszystkim Turcja, a wcześniej na marginesie konfliktu Wschód-Zachód podwaliny pod własne mocarstwowe pozycje położyły Chiny, Indie, czy Brazylia. Ale także Polska znajduje się na peryferiach upadającej Unii i na peryferiach upadającej Rosji. To paradoksalnie znakomita pozycja geopolityczna we współczesnym świecie.George Friedman nawet napisał książkę o przyszłej mocarstwowej pozycji Polski. Ale jego przewidywania są fałszywe. Nie wziął on bowiem pod uwagę podstawowego elementu w polityce, jakim jest wola narodu. Aby zrealizować scenariusz Friedmana nie wystarczy korzystna geograficzna konfiguracja, czy interes Stanów Zjednoczonych w promocji pozycji naszego kraju. Przede wszystkim potrzebna jest wola naszego narodu kształtowania własnej przyszłości. Potrzebna jest realistyczna strategia "wielkiego narodu", strategia stopniowego wzmacniania własnej międzynarodowej pozycji i wzmacniania wewnętrznego narodowego potencjału. To wymaga istnienia narodu wyrażającego swój byt w państwie. Właśnie narodu, a nie etnicznej masy pozbawionej ambicji kształtowania rzeczywistości w której żyje i szukającej w orientacjach politycznych, jedynie protektora, który zrealizuje jej materialne aspiracje. Istnienie narodu jest możliwe jedynie poprzez państwo. Redukcja jego prerogatyw, czy ich przenoszenie na instytucje ponadnarodowe oznacza rezygnowanie z własnej podmiotowości i tym samym redukowanie się do statusu jedynie etnicznej grupy. Istnienie narodu, to przede wszystkim, istnienie jego elit zdolnych do definiowania i prowadzenia narodowej polityki. Tej roli nie są w stanie pełnić oligarchiczne partie dominujące na polskiej scenie politycznej.Nie pełnią one bowiem roli przywództwa narodowego, definiującego narodowe wyzwania i wyznaczających cząstkowe cele polityczne w zmieniającej się rzeczywistości, ale jedynie rolę przywództwa partyjnych oligarchii zapewniających własnemu zapleczu, polityczne łupy po zdobyciu władzy. Dominujące oligarchie partyjne są jednym z istotniejszych elementów dezintegrującym narodową wspólnotę i degradującą ją do roli jedynie etnicznej masy.







Podstawowym warunkiem wykorzystania geopolitycznej możliwości, jest polityka zorientowana na długotrwały wysiłek zbudowania z naszego państwa, ośrodka geopolitycznej siły który będzie zdolny do samodzielnego stabilizowania europejskiego porządku. Warunkiem koniecznym polityki budowania narodowego potencjału jest konieczność wyłonienia autentycznych narodowych elit zdolnych do wypełniania roli narodowego przywództwa, w tym w pierwszym rzędzie do przeciwstawienia się dominującym na naszym kontynencie tendencjom dekadenckim. Wymaga to świadomej polityki kulturowego odseparowania się od "europejskich standardów' i przeciwstawienia im własnej koncepcji europejskiej tożsamości opartej na chrześcijańskich wartościach. To oznacza koncepcje konfrontacyjnej kulturowo koncepcji integracji europejskiej. Bez zrywania ekonomicznych unijnych więzi, trzeba wyzwolić się z mechanizmów unijnej "urawniłowki'. Jest to jedyny mechanizm pozwalający na prowadzenie polityki narodowego rozwoju Budowa własnego potencjału narodowego jest koncepcją nie tylko uratowania Polski z pod wpływów dekadenckich, ale jest także próbą ratowania europejskiej cywilizacji, a tym samym i Unii, jako płaszczyzny współpracy europejskich narodów. Budowa potencjału narodowego to koncepcja nie tylko przezwyciężenia kryzysu patriotyzmu i odzyskania własnej podmiotowości w prowadzeniu polityki, ale także koncepcja maksymalizowania wzrostu gospodarczego, przezwyciężającego naszą ekonomiczna peryferyjność, przezwyciężenia kryzysu demograficznego i wzmocnienia chrześcijańskiej tożsamości naszej kultury. Jest ona nie tylko zaprzeczeniem geopolitycznego złudzenia, jakim jest forsowana orientacja niemiecka w polskiej polityce europejskiej, ale przede wszystkim jest koncepcją powrotu autentycznej polityki polskiej na europejską scenę. Jest próbą przeciwstawienia się dominującej pseudo-polityce partii oligarchicznych i zbudowania trudnej , ale możliwej alternatywy dla dekadencji naszego narodu i w pewnej mierze także dla naszego obszaru cywilizacyjnego. Jest próba ucieczki od geopolityki upadku niszczącego nasz naród w obcęgach unijnej uniformizacji i przeciwstawienie jej geopolityki narodowego rozwoju.





Marian Piłka - 2013-01-21

Spoty telewizyjne

Kandydaci Prawicy Rzeczypospolitej w okręgach